Londyn nagle nabrał zielonego koloru. Popadało, padało, lało, nie było miejsca na Słońce...W połowie maja zakwitły kasztany, bzy, konwalii niestety w tym roku nie widziałam. Kupiliśmy rowery. Odkąd mamy swoje 2 kółka zwiedziliśmy więcej niż dotychczas. Londyn okazał się znośny, nawet ładny...coraz ładniejszy. Rower nie stygnie, ruch nie ma końca. 20, 30, 40 km. Niestety nie zawsze możemy sobie pozwolić na rowerowy wypad do centrum. Praca wielokrotnie krzyżuje nam plany.
Dojechaliśmy już pod Big Bena, Tower Bridge, Belfast, z perspektywy rowerzysty miasto jest ciekawsze niż to, widziane oczami poruszającego się pieszo turysty. Wszystkich serdecznie namawiam, do relaksu, jakim jest jazda rowerem. Pamiętajcie jednak- nie ruszajcie się z domu bez kasku i światełek. Jeżeli miałabym porównać jakość ścieżek rowerowych w moim rodzinnym mieście i Londynie- rzecz jasna różnica jest kolosalna. Londyn przoduje głównie dlatego, że większość ścieżek rowerowych prowadzi ulicą i nie trzeba się przebijać między pieszymi, którzy nie rozróżniają chodnika od ścieżki rowerowej. Jedna rzecz jest niezmienna chyba wszędzie- taksówkarze wiecznie się spieszą, wymuszają pierwszeństwo, zajeżdżają drogę, nie patrzą jak jeżdżą- aby szybciej. Trzeba bardzo na nich uważać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz